Wojciech Łopaciński - hotelarz z pasją
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe
DoświadczenieReferencjePublikacjeOfertaKontakt


 
 

Babia Góra 2010

Nie trzeba jechać za granicę, żeby zobaczyć piękne rzeczy.


Od zawsze jestem zakochany w polskim morzu. Urodziłem się w Szczecinie (niektórzy mówią w Szczecinie… nad morzem). Bałtyk jest ciekawy zarówno latem jak i jesienią czy zimą. Wolę jednak tam jechać, gdy jest zimno i nie ma szans na kąpiel, niż być smutno rozczarowany w sierpniu, niedostępną, lodowatą wodą. 

Lubię też góry. Polskie góry. To miłość, którą znalazłem w dorosłym wieku. W latach 2003-2004 pracowałem w hotelu Lajkonik, położonym w Zawoi. Zawoja to leżąca w otulinie Babiogórskiego Paku Narodowego najdłuższa wieś w Polsce. Hotel, upadł kilka lat po moim odejściu, ale uczucie do gór zostało. Wracam regularnie do mojej Baby, tzn. Babiej Góry, zwanej przez miejscowych Diablakiem.


Długo przymierzałem się do zdobycia najwyższego szczytu Beskidu Żywieckiego. Bałem się gór. Nie wiedziałem, co może mnie tam spotkać. Górale namawiali mnie do nocnego wspinania, aby zobaczyć najpiękniejszy w Polsce wschód słońca. Po kilku miesiącach owlekania poszedłem. Sam. Najadłem się strachu i dumy, na szczycie. Choć słońce prawie nie wyjrzało zza chmur, byłem szczęśliwy, że się przełamałem i zrobiłem to. 
W 2010 roku, „wykorzystując” wyjazd żony do Indii wybrałem się z dzieciakami na Babią Górę. Cel był trochę zwariowany: powtórne zdobycie szczytu o wschodzie słońca.


Wstaliśmy w środku nocy. Przebudzenie 6 i 9 letnich dzieci o g. 2,30 nie było łatwym zadaniem, ale udało się i pół godziny później byliśmy już na szlaku. Ruszyliśmy z schroniska PTTK Markowe Szczawiny. Padał deszcz i było strasznie zimno. Po kilku minutach marszu z 3 latarek czołówek działała tylko jedna. Godzinę dalej dzieci zaczęły meldować o przemokniętych butach. Nie mieliśmy gdzie odpocząć, bo im wyżej tym więcej lało z nieba. Szliśmy dalej, coraz bardziej przerażeni, co nas czeka na szczycie. Gdy zobaczyłem łańcuchy zdałem sobie sprawę, że pomyliłem szlaki i właśnie maszerujemy percią akademicką. Musiałem rozdzielić dzieciaki i pojedynczo eskortować je etapami po łańcuchach. Nie wiem, kto się bardziej bał, one czy ja…  

 
Po 3 godzinach marszu udało się! Przed samym wschodem dotarliśmy na szczyt. Na górze zaraz weszliśmy do śpiworów i zasnęliśmy wyczerpani. Nikt z nas nie pamięta jak wyglądał wschód słońca. Pamiętamy za to wspólną walkę zakończoną sukcesem. Dzieciaki były w 7 niebie a ja jeszcze bardziej z nich dumny, że dały sobie radę.

Wschód słońca na Babiej GórzeBabia Góra- łańcuchy na perci akademickiejBabia Góra- trochę fanu na drzewach nigdy nie zaszkodzi
Babia GóraBabia Góra- wschód słońcaBabia Góra- Babia Góra- Babia GóraBabia Góra-



| Doświadczenie | Referencje | Publikacje | Oferta | Kontakt | English | Podróże
Copyright © 2009 Studio Reklamy ADGRAPE.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe.