Wojciech Łopaciński - hotelarz z pasją
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe
DoświadczenieReferencjePublikacjeOfertaKontakt


 
 

Tajlandia część 2

Krabi
Krabi nie było na mapie naszej podróży, ale cóż, jak ktoś chce zrealizować ściśle wszystkie zaplanowane wcześniej punkty wyjazdu, to powinien jechać z TUI lub Nekermannem a nie na taki żywioł. Po 8 godzinnej podróży dojechaliśmy do Krabi i od razu znaleźliśmy nocleg za 250 bht w hostelu obok lokalnego rynku. Tam właśnie spróbowaliśmy pierwszy raz tajskiego jedzenia.

Ośmiorniczki grillowane na patyku za 10 bht (czyli 1 zł) były nierealne. Pat thaj- podstawa kuchni tajskiej, danie obecne w menu chyba wszystkich restauracji w Tajlandii było super. Jedynie pieczony banan, w środku którego wciśnięto mielone mięso nie przypadł nam do gustu. Uliczne grille z krewetkami, rybami, ośmiorniczkami czy różnymi częściami z kurczaka, towarzyszące nam już przez cały pobyt w Tajlandii, zawsze były przepyszne a pat thai za każdym razem zaskakiwał smakiem. Z pat thai miałem się jeszcze wielokrotnie spotkać, nawet po drugiej stronie patelni- w szkole gotowania w Bangkoku.

Jaskółeczki na KrabiAo Nang Beach....Krabi, TajlandiaKrabiKrabi- przystanek autobusowyKrabi nocąKrabiKrabi

 

Ao Nang
Z Krabi do Ao Nang jedzie się 40 minut busem/pick upem za 50 bht. Nie ma sensu brać żadnych taksówek, które żądają za przejazd 400 bht. Ao Nang jest znanym tajskim kurortem, stanowiącym bazę wypadową na pobliskie wyspy, z znajdującą się na naszym planie Kho Phi Phi. Odwiedzane przez nas miejsca niczym nie przypominają zniszczonych kurortów po fali tsunami w 2004 roku. O tragedii przypominają tylko tablice ostrzegawcze z informacjami o postępowaniu w momencie powtórzenia się kataklizmu.

Kho Phi Phi już nie pamięta tsunamiplaża w Ao Nang, Tajlandiamasaże w Ao Nang

Zatrzymaliśmy się w Hotelu Green View, który jest położony w otulinie potężnych skał, około 20 minut spacerem od morza i dlatego zapewniał swoim gościom bezpłatny transport pic-upem nad morze, o każdej pełnej godzinie. Ta niedogodność miała odzwierciedlenie w cenie, ponieważ hotel kosztował 950 bht, zamiast żądanych 1.500 bht w bliższych ośrodkach. Green View to świetne miejsce z bambusowo-murowanymi domkami na palach z klimatyzacją, łazienką, fajnym basenem i restauracją na świeżym powietrzu. 

 
Ao NangAo Nang, TajlandiaAo Nang

Na deptaku nadmorskim skorzystaliśmy z tajskiego masażu. Super sprawa: 1 godzina masażu za 150 bht. Następnego dnia odkryliśmy niesamowity salon masażu, z łóżkami położonymi na samej plaży, pod palmami.   

Masaże na plaży Ao NangAo Nang- jest i dla mnie miejsce obokAo Nang- plaża jak plaża, ale jaka plażowiczka...!

Na kolację zjedliśmy 3 ryby przygotowane na motorowym grillu (każda za 100 bht). To było bardzo ciekawe. Jednym motorkiem przyjechała mama z dzieckiem, rozpaliła grilla i zaczęła sprzedawać ryby, ośmiornice nogi i skrzydła kurczaka a dziecko bawiło się na kocu, położonym obok motorka. Potem dojechał mąż drugim motorem, który był podręcznym magazynem z zapasem towarów. 

Przenośne grille miały nam zresztą towarzyszyć już na stałe. Raz widziałem gościa chodzącego po plaży z 2 wiklinowymi koszami, w jednym były kolby kukurydzy a w drugim… palący się grill. Facet, jakby zupełnie nieświadom zagrożenia, normalnie się uśmiechał!

Ao Nang, TajlandiaAo Nangruchomy grill na plaży w Ao Nang

Wycieczka na Kho Phi Phi była świetnym przeżyciem. Nurkowanie w szmaragdowej wodzie, na rafie koralowej, pośród setek kolorowych rybek było niesamowitym przeżyciem.  Polecam zaopatrzyć się w chleb, który zdecydowanie skróci dystans podwodnego spotkanie z rybkami. Całodzienna wycieczka z 2 przerwami na nurkowanie (sprzęt zapewniła firma), 3 dłuższymi pauzami na różnych wyspach oraz obiadem, kosztowała 1500 bht i była świetną atrakcją naszej podróży.Wycieczki, kąpiele w basenie przeplatane kąpielami w morzu i dylematami gdzie zjeść lub wymasować się musiały się kiedyś skończyć. Po 5 dniach odpoczynku  od wakacji (hmm…. ale to brzmi) pojechaliśmy busem za 70 bht do Khao Sok.  

Chicken islandKho Phi PhiKho Phi PhiKho Phi Phi- kolonia zbieraczy jaskółczych jaj, chyba...Ao Nang- Gdzie jest Nemo?Kho Phi Phi

 
Khao Sok
Khao Sok wygląda jak koniec świata. Po przyjeździe autobus zawrócił a przed nami rozciągnął się widok na wielkie góry, pokryte dżunglą. Z okna domku widać było zielony busz a właściciel resortu przestrzegał przed zostawianiem otwartych okien, ze względu na wszędobylskie małpy. Dobrze, że nie wspomniał o przechodzących tu i tratujących wszystkich napotkanych turystów stadach słoni, bo pobieglibyśmy chyba za autobusem…

Fakt jest taki, że National Park Khao Sok był najdzikszym odwiedzonym tu przez nas, miejscem a niedostępne jezioro Cheow Lan Lake- najmagiczniejszym. 

  Khao SokKao Sok - słonik na spacerzeKhao Sok 

Rezerwację noclegów zrobiłem jeszcze w Polsce, za pośrednictwem pana Leszka- Polaka mieszkającego od 7 lat w Tajlandii. Pomimo kilkukrotnych moich sugestii, iż nie jestem zainteresowany luksusami podczas moich wypraw pan Leszek upierał się, iż w Khao Sok nie ma za dużo możliwości taniego spania i w końcu mnie namówił na obiekt za 1.600 bht. Przespaliśmy się tam jedną (tylko dlatego, że była już zapłacona) noc i już w trakcie przechodzenia z przystanku do hotelu, znalazłem nocleg za 250 bht. Spaliśmy z fajnym domku bambusowym, postawionym na palach z niesamowitą łazienką (khaosok-greenmountainview.com , tel: 087 2632481 Mr. Tawee Napradit).

Widok z okna? Po prostu dżungla. To świetne i tanie miejsce prowadzone rodzinnie przez sympatycznego Taja. Nie polecam pana Leszka z Ao Nang i robienia rezerwacji z Polski. W każdym miejscu mojej podróży była zawsze pełna gama możliwości noclegowych.

Khao Sok- National Park- nasz bungalowKhao SokKhao Sok- National Park- nasz bungalowKhao Sok- National Park- nasz bungalowKhao Sok- National Park- nasz bungalowKhao Sok- National Park- nasz bungalow

Zaraz po przyjeździe wybraliśmy się w odwiedziny do słoni. Kilka kilometrów od wioski znajduje się obóz słoni. Zbudowane na drzewach specjalne tarasy, umożliwiające wdrapywanie się na to wielkie zwierzęta, od razu nie pozostawiały żadnych złudzeń: pierwszy raz w życiu będziemy jeździli na słoniach. Nasz przewodnik/woźnica prowadził słonia popijając sobie piwo Chang, co po tajsku znaczy nic innego jak … słoń (no bo przecież nie mógł pić piwa złoty bażant, albo żubr).

Khao Sok- wycieczka na słoniuKhao Sok- Wojtek na głowie słoniaKhao Sok nasz słonik z Khao Sok Khao Sok- przerwa na słoniowe małe co nie co

Następnego dnia rano zdecydowaliśmy się na całodniową wycieczkę do pobliskiego jeziora Cheow Lan Lake. Wycieczka kosztowała 1.500 bht i obejmowała odbiór spod hotelu  i przejazd pick-upem (około 60 km w jedną stronę), łódkę, obiad, trekking po dżungli do jaskini, z jej eksploracją oraz powrót pod hotel. Jechaliśmy z parą z Belgii, dwoma studentkami z Kanady, Gościem z Londynu i jedną starszą (tzn. w moim wieku) kobitką z nie pamiętam skąd.

To była jedna z najlepszych decyzji podczas tej wyprawy. Jezioro okazało się niesamowite. Było potężne, ale dostać się można było do niego tylko od strony Khao Sok National Park, ponieważ otoczone jest wielkimi, stromymi skałami, porośniętymi lasami deszczowymi. Popłynęliśmy do osady tratwowej z domkami na wodzie a po wspaniałym obiedzie (to była chyba moja najlepsza ryba z grilla w życiu) ruszyliśmy w dżunglę w kierunku jaskini Nam Talu Cave. Tam chodziliśmy, wdrapywaliśmy się i miejscami płynęliśmy w zupełnej ciemności przez prawie kilometr. To było nierealne. 


Khao Sok- Jungle trekking. Na początku płyneliśmy po Larn Lake Khao Sok - Larn LakeKhao Sok - Larn LakeKhao Sok - Larn LakeKhao Sok - Larn Lake- domki na wodzieKhao Sok - Larn Lake- rybkiKhao Sok - Larn Lake- ...Khao Sok - Larn LakeKhao Sok - Larn Lake- wnętrze domku na wodzie Khao Sok- Jungle trekkingKhao Sok - Jungle trekking Khao Sok- Jungle trekking Khao Sok- Jungle trekking Khao Sok- Jungle trekking- pajączek Khao Sok- Jungle trekking Khao Sok- Jungle trekking- zwiedzanie jaskini Khao Sok- Jungle trekking Khao Sok- Jungle trekking- zwiedzanie jaskini

 

 

Bangkok
Z Khao Sok pojechaliśmy 120 km z właścicielem resortu i jego córką na lotnisko Surat Thani. Po 45 minutowym locie Air Asia (polecam tą tanią linię lotniczą, ale warto zawsze porównać ceny z tigerairlines i jetstar- tymi liniami leciałem z BKK do SIN) wylądowaliśmy w magicznym Bangkoku.

Nazwa Bangkok jest zaledwie namiastką jego oficjalnej nazwy, (w Księdze Rekordów Guinnessa jest uznawana za najdłuższą nazwę geograficzną na świecie), która mówi, że Bangkok jest: „Miastem aniołów, wielkim miastem, wiecznym klejnotem, niezdobywalnym miastem boga Indry, wspaniałą stolicą świata wspomaganego przez dziewięć pięknych skarbów, miastem szczęśliwym, obfitującym w ogromny Pałac Królewski, który przypomina niebiańskie miejsce gdzie rządzi zreinkarnowany bóg, to miasto dane przez Indrę, zbudowane przez Wisznu”.

Mieszka tu 7,5 mln ludzi. My zamieszkaliśmy obok Khao Sok- kultowej ulicy backpakersów, gdzie impreza trwa przez 24 godziny na dobę. Hotel znaleźliśmy za 350 bht z wiatrakiem i łazienką na korytarzu. Ciuchy oddaliśmy do prania, bo zaczęły zalatywać azjatycką wilgocią, choć i tak w miarę się trzymały. Pamiętam, jak czysty ręcznik w Indiach, czuć było wilgocią wieczorem, już po jednym porannym prysznicu.

Bangkog- stragany z losamiBangkok- pajacyk z MCD was pozdrawiaBangkok- Khaosan Road i masażeBangkokBangkok- noworoczne smokiBangkok- recznej roboty parasolkaBangkok-coca-colaBangkok - mnisi przed świątynią
Bangkok- wrzucanie monet na szcześcieBangkok

W Bangkoku znajduje się ponad 400 świątyń buddyjskich i hinduistycznych, więc nawet nie planowaliśmy zwiedzić dziesiątej ich części, ale w naszej podróży po gigantycznych posągach buddy nie mogliśmy ominąć najstarszej świątyni w mieście, Wat Pho (zwanej często Świątynią Leżącego Buddy), z XVI wieku, ogromnym posągiem Buddy (długim na 46 metrów) i Wat Traimit z 5,5-tonowym (największym na świecie) posągiem Buddy o wysokości 3 m, wykonanym tylko z szczerego złota.

BangkokBangkokBangkok- BuddaBangkok- BuddaBangkok- oklejanie BuddyBangkok- BoginiBangkok- wieńce z kwiatów dla BuddyBangkok- w oczekiwaniu na noworoczną mowę Króla i KrólowejBangkok- nalewanie oleju do świeczek

Po oglądnięciu kilku posągów Buddy i kolorowych świątyń przyszedł czas na tajską szkołę kulinarną. Poszliśmy na, zarezerwowany wcześniej w Polsce, poranny kurs gotowania do Silom Thai Cooking School, który prowadzi Pan (chcący być bardzo panią) Nusi. Pan (bo nadal tak wygląda) Nusi to istny showman i naprawdę w sposób koncertowy wprowadził nas w podstawy tajskiego gotowania. Kurs zaczął się od wycieczki na lokalny rynek i wprowadzenia pan Nusi na temat używanych w tej kuchni składników. Potem była już tylko ciężka praca. Całość kosztowała 1.000 bht.

Bangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowaniaBangkok- szkoła gotowania

Wieczorem wybraliśmy się na Chiński Nowy Rok do China Town. Spodziewaliśmy się jakiś niesamowitych pochodów, fajerwerków i jakiegoś niesamowitego karnawału. Jednak to nie Rio de Janeiro i szału nie było.  Największe poruszenie wywołał przejazd króla z małżonką. Chińscy tajowie świętowali bardzo spokojnie swój 2555 Nowy Rok i z godnością oraz powagą rozpoczęli, zgodnie ze swoim kalendarzem, Rok Smoka.

Świętowanie polegało na spacerze po głównej ulicy China Town, degustacji tradycyjnych chińskich wypieków i nabożeństwach w świątyniach. Dowiedziałem się np., że trzeba rozpalać dokładnie 9 szt. kadzidełek i 3 świeczki, ale niestety na dziś nie wiem, z jakim symbolem są te liczby związane.

Bangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy Rok 2555Bangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok- Chiński Nowy 2555 RokBangkok-przesadził z zabawą

W nazwie Bangkoku jest jeden człon „niebiańskie miejsce gdzie rządzi zreinkarnowany bóg”, który król Tajlandii, Rama IX Bhumibol Adulyadej wziął sobie bardzo do serca i postanowił ozdobić swoimi portretami całe miasto. Najwidoczniej pomysł mu się spodobał, bo w całej Tajlandii na każdym skrzyżowaniu, ulicy, domu lub szkole można spotkać teraz jego zdjęcia. Czasami udaje załapać na plakat żonie, synowi i już zupełnie rzadko jakimś innym królewskim dygnitarzom.

Zacny król Bhumibol sprawuje tu władzę od 1946 roku i jest najdłużej panującym władcą na świecie. O tym, że należy do najbogatszych osób na naszej planecie nie muszę chyba wspominać. Chciałbym jednak przedstawić pełny tytuł szacownego monarchy: "Jego Wspaniałość, Wielki Pan, Siła Ziemi, Nieporównywalna Moc, Syn Mahidola, Potomek Boga Wisznu, Wielki Król Syjamu, Jego Królewskość, Wspaniała Ochrona".

Na koniec dodam, że Tajowie szczerze kochają swojego monarchę i każdy wyraża się o nim w samych superlatywach. Widziałem wiele zdjęć króla w oknach prywatnych domów a nawet stragany, gdzie miejscowi kupowali sobie aktualne zdjęcia króla do portfela lub większe rozmiary, do innego przeznaczenia... 

Bangkok- król w bankuBangkok- królBangkok- król w McDonaldzieBangkok- królBangkok- królBangkok- królBangkok- król  

Skoro już piszę o tajlandzkiej rzeczywistości, to nie mogę ominąć innego stałego elementu w tajskim krajobrazie. Tajowie są bardzo religijni. Na każdym kroku można spotkać ołtarzyki, święte miejsca i kapliczki. Nazywają je „domami dla duchów”, w których duchy dobre prosi się o opiekę, a te złe, by dały sobie z tym miejscem spokój.

Stoją tak sobie przed każdym niemalże domem, firmą i instytucją. W Bangkoku były zbudowane nawet przed wielkimi nowoczesnymi drapaczami chmur czy nowoczesnymi domami handlowymi lub luksusowymi hotelami. Każdego ranka kapliczki uzupełniane się świeżymi kwiatami, owocami, napojami (np. fantą czy coca colą ze słomką) oraz potrawami. Nie zauważyłem, co się z tym dobrem dzieje w ciągu dnia, ale myślę, że bezdomne zwierzęta mają z tego niezłą pociechę (w przeciwieństwie do tajskich bóstw).

Bangkok- śniadnie dla duchówBangkok- Smacznego duchy!Bangkok- smoki przed domem dla duchów
Bangkok- Smacznego, duchy!!Bangkok- ile tych kadzidełek?Bangkok- domy dla duchówBangkok- domy dla duchówBangkokBangkok- hmm... ale ci Polacy są przystojniBangkok- okej, powtórzmy jeszcze raz: 9,3,6,5,...Bangkok- 9 kadzidełBangkok- świętowanie Nowego Roku 2555

W Tajlandii religią wiodącą jest buddyzm, który wyznaje 92% społeczeństwa. Około 5% stanowią wyznawcy islamu a 1% katolicy. W samym Bangkoku jest około 10 kościołów katolickich, więc uczestnictwo we mszy świętej nie powinno stanowić jakiegoś wielkiego problemu. Ja trafiłem na mszę na godz. 20.00 nad samą rzeką w przepięknym kościele. 

BangkokBANGKOKBangkok

Taj znaczy „wolny”. Tajowie są bardzo pogodnymi ludźmi pomimo, panującej w wielu regionach biedy. Są życzliwie nastawieni do turystów. Nie mogę (choć trochę uszczypliwie) dodać, że szczególnie życzliwie są nastawieni wszyscy ci, którzy ze 3 razy zawyżają turystom ceny za różne usługi. Słabo znają angielski i czasami naprawdę trudno znaleźć właściwą drogę. Czerpiąc z turystyki wielkie dochody znają jej wagę.

Życzyłbym wielu polskim hotelarzom, kelnerom i pracownikom działów sprzedaży takiego wyczucia swojego zawodu, aktywności w sprzedaży i czujności w odnajdywaniu potrzeb gości. Na ulicach jest całkowicie bezpiecznie o każdej porze dnia i nocy. Przez całą podróż do Tajlandii nie zauważyliśmy, choć cienia przemocy czy agresji pod naszym, czy innych turystów, adresem. 

Przestrzegam natomiast przed nieuczciwymi ryksiarzami, którzy często kilkukrotnie są drożsi od klimatyzowanych taksówek i ogólnie w bardzo dobrym stanie (w przeciwieństwie np. do indyjskich pojazdów sprzed II wojny). Ryksiarze mają też opatentowane naciąganie turystów na obowiązkowe wizyty w sklepach, z których później dostają prowizję za dostarczenie klientów. Zdecydowanie lepiej korzystać z różnokolorowych taksówek, których kolory mają jakieś znaczenie (np. te różowe kursowały tylko pomiędzy lotniskiem a centrum). Trzeba tylko pilnować, żeby włączali oficjalny taksometr, bo też niektórzy jakoś o tym zapominają lub od razu informują, że mają uszkodzony…

Dla samotnych turystów dobrym rozwiązaniem są też często widoczne taksówki/motory, również w kilku kolorach kamizelek. 

grill plażowy w Ao Nang, Tajlandiaagent 007 z Georgtown, Malezjarybak z Langkawi, Malezjapogawędka emerytów w Chiang Mai, TajlandiaRównouprawnienie po Langkawi- islamska mama z 3 dzieci



| Doświadczenie | Referencje | Publikacje | Oferta | Kontakt | English | Podróże
Copyright © 2009 Studio Reklamy ADGRAPE.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe.