Wojciech Łopaciński - hotelarz z pasją
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe
DoświadczenieReferencjePublikacjeOfertaKontakt


 
 

Malezja, Tajlandia 2012

 

Tajlandia – królestwo Buddy. Gdyby połączyć, spotkane przez 7 tysięcy km podróży po Azji, gabaryty jego posągów, to nasz przykładowy Budda, stojąc sięgnąłby głową 50 metrów wysokości a leżąc, rozciągnąłby się na 55 metrów długości. Potrzebowałby butów na 4 metrowe stopy a jego łoże musiałoby wytrzymać 3 tony wagi, z czego 250 kg stanowiłoby czyste złoto. Choć najczęstszym widokiem jest Budda leżący, to przybierane przez niego pozy są wręcz niemożliwe do opisania. Ale po kolei… 

Singapur-Malezja-Tajlandia-Singapur, 9.01-1.02.2012 Przygotowując się do tego wyjazdu czerpałem informacje z przeróżnych blogów i relacji z podróży do południowo-wschodniej Azji (np. Darek- neronek.blog.onet.pl, któremu bardzo dziękuję za telefoniczne konsultacje). Jedne porady mniej,inne bardziej trafione stały się podstawą do stworzenia naszego własnego planu wyprawy.

Teraz ja spłacam dług i przedstawiam nasze własne doświadczenia. Tam gdzie pamiętam, zamieszczam nazwy (godnych polecenia) hoteli, warte zobaczenia atrakcje, numery autobusów do odwiedzanych miejsc (wiem, jak pomocną okazywała się ta wiedza) i aktualne ceny w lokalnej walucie. Mając nadzieję, że oglądane zdjęcia zachęcą Was do wyjazdu, życzę miłej podróży po naszym blogu i odwagi w podjęciu decyzji o prawdziwej wyprawie.

Plan był następujący: po wylądowaniu w Singapurze rozpoczynamy następnego dnia podróż przez Malezję do Bangkoku w Tajlandii i jeszcze dalej do Chiang Mai. W linii prostej to prawie 3 tys. km a zwiedzając „pare miejsc” po drodze zrobiliśmy 7 tys. km. Korzystaliśmy z lokalnych samolotów, nocnych pociągów, statków pomiędzy wyspami w Malezji i Tajlandii, dalekobieżnych autokarów, busów, taksówek, rikszy, słoni oraz wszystkiego innego, co nadawało się do jazdy i „chciało” podążać w odpowiednim kierunku.

 

Przyjazd w te rejony nie może (według mnie) odbyć się bez oglądnięcia niewyobrażalnie wielkich posągów Buddy. Singapur, Malezja i Tajlandia obfitują w różne posągi. Budda leżący, Budda stojący, odpoczywający i tańczący oraz w kwiecie lotosu. Każdy kolejny co raz większy. Spotkaliśmy posągi wykonane z czystego złota o wadze 250 kg, wysokie na 50 metrów i tak samo długie (w pozycji leżącej). Jeden kolos ważył 3 tony a jego, ozdobione perłami stopy sięgały 4 metrów długości.  Było więc co oglądać.

BangkokBangkokPenang, MalezjaSingapurAyathuaAyathuaBangkokKuala Lumpur, MalezjaPenang, MalezjaPenang, MalezjaAyathuaAyathuaAyathuaZłoty Budda w BangkokuBangkok- stopki Buddy...

Singapur
Wylecieliśmy z Wa-wy, ale początek wakacji poczułem przy kieliszku Champagne Piper Heidsieck na lotnisku we Frankfurcie. Potem już „tylko” 11 godzin lotu i wysiadka w Singapurze.Singapur to niezwykłe miasto. Jadąc autobusem z lotniska Changi Airport przejechaliśmy pod mostem, po którym właśnie przejeżdżał…samolot. Miasto zaczęliśmy poznawać po rozpakowaniu się w hotelu od China Town, które już powoli zaczynało świętować chiński 2555 Nowy Rok.

Sylwester przypada na dzień 23 stycznia a my planujemy go przeżyć właśnie w China Town, tyle że w Bangkoku. Mocne uderzenie czerwieni straganów, pamiątek, smoków, chińskich strojów, muzyki i kulinarnych zapachów. Tak, to coś, co lubię najbardziej: smakowanie orientalnych potraw a później próbowanie kopii w domu. Czarna potrawka z żab i chińskie pierożki były udanym początkiem kulinarnej, azjatyckiej uczty.

 

 

małe co nieco, czyli Piper Heidsieck...Noworoczny SmokUliczne ozdoby w SingapurzeSingapurSingapurŚwiątyniaLizia z tygrysem z SingapuruFerrari to doś częsty widok w SingapurzeKolacyjka w Chinatown w Singapurze


Następnego dnia rozpoczęliśmy podróż po niewyobrażalnie ogromnych posągach Buddy. Na pierwszy ogień poszedł 15 metrowy posąg siedzącego Buddy w świątyni Sakya Muni Buddha Gaya Temple w dystrykcie Little India. Ogromne wrażenie zrobił na mnie ten bardzo kolorowy i pogodny siedzący Budda. Kolejne giganty czekały na nas w Malezji i Tajlandii. Po Singapurze podróżuje się doskonale metrem MRT. Pojedyncze przejazdy kosztują w granicach 1,5-2,5 S$. Bilety nabywa się w automatach i trzeba pamiętać o zwrocie biletu/ karty przy wyjściu z wagonu metra, w celu uzyskania 1S$ kaucji za każdą kupioną kartę.

W Singapurze mieliśmy spędzić 2 noce: pierwszą i ostatnią naszej podróży. Obydwa noclegi zarezerwowałem jeszcze w Polsce. Tu serdeczne podziękowania koleżance Ani- właścicielce biura podróży www.copernicana.pl w Toruniu, która sprawnie i z pełnym profesjonalizmem wsparła rezerwacje wszystkich moich 6 przelotów i ostatniego noclegu w Hotelu Marina Bay Sands.

Budda z SingapuruHinduska świątynia w nocyUliczna gastronomia
ŚwiątyniaSingapur- hinduska świątynia


Hostel Bettel Box (www.betelbox.com) to znane w internecie miejsce dla backpakersów (czyli niskobudżetowych podróżników po świecie) głównie z wieloosobowymi pokojami z podziałem na damskie i męskie. Nam udało się zarezerwować 2-osobowy pokój bez zlewu i łazienki, ale za to z klimatyzacją za 60 S$. Było czysto, miło i przyjemnie- polecam. Do centrum dojeżdża się w 30 minut autobusem nr 33 za 1,4 S$. O godz. 23.35 odjechaliśmy nocnym pociągiem nr 24 z Johor Bahru do KL.

Nic dodać nic ująćSingapur- Marina bay... i LizaKolejne budynki w SingapurzeZ daleka Marina bay sands...Merlin - SingapurMost w SingapurzeMy na tle miastaSingapurSingapurSingapurSingapur i jego kolorowe budynkistary i klimatyczny Singapur

Ale żeby się dostać na ten pociąg, trzeba wyjechać z Singapuru, przekroczyć granicę i dojechać do Johor Bahru w Malezji. Tysiące ludzi pracuje na wyspie i na noc wraca do Malezji. Przejście graniczne jest potężne, z wydzielonymi pasami tylko dla motorków. Przed pociągiem udało nam się zjeść kolację na ulicy. Malezja jest o wiele bardziej islamska niż Singapur. Bardzo dużo tu widać kobiet w chustach. Na dworcu kolejowym nie można dostać się na peron dopiero po przyjeździe pociągu i dokładnej kontroli. Porządku pilnują liczni policjanci i policjantki...

 malezyjska policjantka Malezja, kolacyjka przed pociągiemmalezyjski rachunek fiskalny...

Kuala Lumpur
KL- największa metropolia i stolica Malezji, jest zamieszkane przez 1,6 mln osób. W dzień na ulicach zero ludzi. Wydaje się, jakby wszyscy pracowali w bankach, bo na ulicach nikogo nie widać. Zresztą co mieliby tam robić, skoro na niektórych ulicach w centrum nie było chodników i świateł dla pieszych.

Kuala Lumpur - na trawnikuKuala LumpurKuala Lumpur- stolica MalezjiKuala Lumpurmisie w KLnocna ulica gastronomii w Kuala Lumpurtrochę brudniesze Kuala Lumpur- przystanek do Batu CavesKuala Lumpur- wiatraki w ogródku zewnętrznym Starbuks-atramwaj w Kuala Lumpur

13 km od KL, około 45 minut jazdy autobusem miejskim nr 11 lub 11d, znajduje się zespół jaskiń z kolejnym posągiem – gigantem. Ale tym razem 42 metrowej wysokości posągiem Lorda Murugana (dodam, że jego najwyższym na świecie), który jest zapewne jakimś kolejnym hinduskim bogiem. Na schodach, złożonych z 227 stopni trzeba uważać na małpy, które atakują turystów niosących wszystko, co nadaje się do jedzenia. Byliśmy świadkami, jak jednej dziewczynie wyrwały pudełko z chipsami i spokojnie zabrały się do ich konsumpcji. Małpy potrafią być niebezpieczne i często widzieliśmy tablice przestrzegające nieświadomych turystów przed ich agresją. Po zdobyciu wszystkich stopni można zwiedzić Batu Caves- jaskinię przekształconą w hinduską świątynię.

Lord Murugan w Batu Caves obok Kuala LumpurBóg MałpaBatu CavesBatu CavesBatu Caves
Małpka - Malezjacd. małpki z  MalezjiPrzysmaki małpek Batu Caves- moja koleżanka małpaBatu CavesHinduski

Obowiązkowym przystankiem w KL są oczywiście wieże Petronas Twin Towers. Ten najwyższy w XX wieku okaz architektury zrobił na nas naprawdę niesamowite wrażenie. Wieże są sięgają 451,9 metrów i przytłaczają ogromem. Na 41 i 42 piętrze znajduje się zewnętrzny most, łączący obydwie wieże i do niego właśnie (zgodnie z danymi przewodnika Lonely Planet) powinno się wjechać bez żadnych opłat. Niestety informacje były nieaktualne i za wejście do jednej z 76 zamontowanych w budynkach wind zażądano opłaty w wysokości 50 MYR. Mając rezerwację w Singapurze w hotelu z podniebnym basenem ograniczyliśmy zapoznawanie się z wieżami Petronas do zewnątrz a miasto opuściliśmy tego samego dnia o godz. 23.00, nocnym pociągiem nr 2, dalej na północ Malezji.

Petronas TowersPetronas TowersKuala Lumpur-  Petronas TowersKuala Lumpur, Malezja- koleżanki z Petronas Tower

Georgtown na wyspie Penang
Butterworth, to nieduże miasto, stanowiące dla nas miejsce przesiadki na statek na wyspę Penang. Dojechaliśmy tu w miarę punktualnie (tylko 1 godz. spóźnienia), jak na azjatyckie standardy kolejowe. Po wyjściu z pociągu nie ma sensu brać żadnych riksz ani taksówek (pomimo, że przed dworcem stoi ich z kilkadziesiąt) gdyż na odprawę promową idzie się dosłownie 8 minut. Po 20 minutowym rejsie dopływa się do Georgtown na wyspie Penang. Miasto kultowe dla backpakersów i innych, kochających „nic nierobienie” grup społecznych. Miasto kultowe ze względu na niezwykłą atmosferę.

Ten niezwykły klimat poczuliśmy już przy pierwszej knajpce w China Town (to tu zlokalizowane są wszystkie tanie hostele), gdy przy stolikach na ulicy zobaczyliśmy grupy nawalonych hipisów, a było to około 8 rano. Następnego dnia odpłynęliśmy dużą, klimatyzowaną motorówką w prawie 3 godzinny rejs na Langkawi- kolejną w naszej wyprawie malezyjską wyspę. Promy na trasie Penang-Langkawi odpływają tylko 2 razy dziennie w godzinach porannych: o 8.15 i 8.30. Polecam ten pierwszy, który płynie z krótkim postojem na wyspie Pulau Payar. Dokładny rozkład rejsów i ceny można znaleźć tu: www.langkawi-ferry.com

Buddha gigant smoki z LangkawiLangkawi- moja żona to wąż, czyli żmija- zawsze to wiedziałemLangkawi- okej, jesteśmy wszyscy chronieni...Chiński horoskopBlack & White czyli do wyboru do  koloruBufet na świerzym powietrzuNauka medytacji czyli praca nad oddechemLangkawi- lokalne owoceGeorgtownGeorge Town salon fryzjerski w środkuGeorgtownkolejni giganci z LangkawiGeorgtown-biały i czarny ochroniarzLangkawi- Czy jego Budda wysłucha go?

Langkawi 
Zaraz po przycumowaniu wita nas potężny pomnik orła- znak firmowy wyspy. „Lang” znaczy po malajsku orzeł a "kawi" - brązowy. Podobno wiele orłów żyje do dziś w odludnych zakątkach wyspy, pośród gór porośniętych tropikalnym lasem. Langawi jest jednym z największych malezyjskich kurortów letniskowych. Najciekawsze plaże są położone w na północno-wschodnim wybrzeżu wyspy i tam też zlokalizowana jest większość hoteli. Z przystani promowej trzeba dostać się tam taksówką za 25 MYR, bo na wyspie nie ma żadnej komunikacji autobusowej. W taxi pic-upie jechaliśmy na pace z Czechem, dwoma Turczynkami i parą z Rosji. 

orzeł- symbol LangkawiLangkawi- sok kokosowyLangkawi

 

 

Nocowaliśmy w położonym na głównej ulicy, przy samym prawie morzu, za 45 MYR za pokój 2-osobowy Amani Hotel- najtańszym chyba hostelu na wyspie. Czech z Turczynami mieli rezerwację w położonym o wiele dalej hostelu za 140 MYR. Pogoda była piękna, więc brak szyby w jednym oknie oraz kręcone schody, przypominające wejście na mostek kapitański, które mogły się okazać nie zdobycia w trakcie deszczu, nie wydawały się jakimś konkretnym zagrożeniem. Pokój był brudny, ciemny i bez klimatyzacji. W łazience kapała woda z prysznica przez 24 godziny na dobę od kilku lat…, sądząc po kolorze zacieków. Ale co tam, i tak pokój mieliśmy używać tylko do spania.

Zapłaciłem za pierwszą noc i przedłużyłem jeszcze 1 nocleg. Pieniędzy już nikt ode mnie żądał, a ponieważ w momencie wyjazdu recepcja była zamknięta, opłatę za drugą noc zostawiłem w skrzynce na klucze. Jedna rzecz była nie do zastąpienia w tym hotelu: widok z okna na Morze Andamańskie.

 

 widok z naszego okna- Langkawi, MalezjaAmani Hotel, LangkawiAmani Hotel na Langkawi

 

 Rano wypożyczyliśmy za 50 MYR skuter na 24h i pojechaliśmy zwiedzać wyspę. Na Langkawi jest farma krokodyli z kilkuset okazami, ale jakoś nie mieliśmy ochoty ich oglądać. Wjechaliśmy za to górką kolejką linową na szczyt i podziwialiśmy widoki z wiszących mostów i platform widokowych. Oglądając po drodze wodospad, pojechaliśmy następnie zobaczyć plaże z czarnym piaskiem. Na plaży zwanej Black Sand Beach czarnego piasku nie znaleźliśmy, ale za to udało mi się załapać na rejs z miejscowymi rybakami. Znaleźliśmy tu też spokój: na plaży byliśmy dosłownie sami, nie licząc chowających się w piasku przed nami krabów.

Khao Sok- Larn Lakewodospad na Langkawi, MalezjaKhao Sok- Larn LakeLangkawi, MalezjaLangkawi- taras widokowy na Langkawikraby na plaży na Langkawi, MalezjaLangkawi- rybackie bandery... Langkawi

Zgodnie z planem kolejnego ranka mieliśmy odpływać na kolejną wyspę Kho Lanta. Promy okazały się jednak niezbyt atrakcyjnym sposobem do przemieszczania się, ponieważ pasażerów sadza się w klimatyzowanych wnętrzach statków, gdzie temperatura dochodzi chyba do -10 stopni i nie ma możliwości korzystania z odkrytych, słonecznych pokładów. Postanowiliśmy zmienić plany i po powrocie na stały ląd, dalej jechać na kołach. Z Langkawi popłynęliśmy więc do Satun (już w Tajlandii) a dalej busem do Krabi. Całość przejazdu Langkawi-Krabi wykupiliśmy w biurze podróży za 110 MYR, jako pakiet.

Tutejsze biura działają z wprost perfekcyjnie. Najczęściej podróż rozpoczyna się otrzymując na pierś odpowiednią naklejkę, która później staje się swoistym paszportem, dzięki któremu rozpoznają nas kolejni szoferzy, przewodnicy czy doradcy. Podczas przejazdu ciągle zmienialiśmy opiekunów: ktoś inny odebrał nas spod hotelu, ktoś inny przewiózł nas z siedziby biura na przystań promową, ktoś nam wskazał odpowiedni statek i ktoś inny czekał na nas przy odprawie paszportowej w Satun, aby wprowadzić nas do busa jadącego do Krabi. Czuliśmy się trochę jak przesyłki pocztowe, z tą różnicą, że to my sami musieliśmy się przemieszczać z naszymi plecakami.

W biurze podróży załatwi się wszystko: od hotelu, po taksówkę, bilet na prom, pociąg, autobus. Działają sprawnie i muszę przyznać, że tak odpowiedzialnie, iż nie ma strachu zostawiać zaliczki za umówione usługi. Trzeba jednak uważać na naciąganie cen. Dla przykładu podam, że w biurze w Krabi proponowano nam taksówkę z Khao Sok na lotnisko w Surat Thani (120 km) za 3,5 tys bht a sami na miejscu dogadaliśmy transport o 1 tys bht taniej.

biuro podróżynocne biuro podróży, Bangkokbiuro podróży z Chiang Mai

 

 

 

 

 



| Doświadczenie | Referencje | Publikacje | Oferta | Kontakt | English | Podróże
Copyright © 2009 Studio Reklamy ADGRAPE.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe.