Wojciech Łopaciński - hotelarz z pasją
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe
DoświadczenieReferencjePublikacjeOfertaKontakt


 
 

Kongres to dobry biznes

GW Toruń nr 292, wydanie byt z dnia 14/12/2007 OPINIE, str. 5

[autor fot./rys] WOJCIECH KARDAS

[podpis] ROZMAWIALI NATALIA WALOCH, GAZETA WYBORCZA I MARIUSZ ORŁOWSKI TELEWIZJA KABLOWA
Czy Toruń może się stać centrum turystyki biznesowej? Co zrobić, aby firmy organizowały w naszym mieście jeszcze więcej konferencji? Czy w przyszłym roku będziemy gospodarzem szczytu Trójkąta Weimarskiego? O tym w "Ostrym dyżurze", wspólnym programie TVK Toruń i "Gazety Wyborczej", rozmawiają Wojciech Łopaciński, dyrektor Hotelu Filmar i Andrzej Szmak, dyrektor wydziału informacji, promocji i turystyki toruńskiego Urzędu Miasta

Mariusz Orłowski: Co to jest turystyka biznesowa?
Wojciech Łopaciński: Większości osób kojarzy się ona tylko z przemysłem MICE, czyli przemysłem spotkań. W rzeczywistości składa się z turystyki korporacyjnej, targów, wyjazdów motywacyjnych i wreszcie z indywidualnych wyjazdów służbowych.

Toruń - miejsce idealne
Natalia Waloch: Czym dokładnie ma się zajmować Toruń Convention Bureau Copernicus, które założył pan, by promować w naszym mieście turystykę biznesową?
Łopaciński: Właśnie segmentem MICE, czyli kongresami, konferencjami, spotkaniami i galami, całodniowymi szkoleniami. Pod takim kątem chcemy pokazywać Toruń. Naszą ideą jest przedstawienie miasta jako idealnego miejsca rozwoju właśnie takiej turystyki oraz miejsca do spędzenia trzech-czterech nocy. Chcemy walczyć z opinią, że przyjeżdża się do nas na dwie-trzy godziny. Miałem kiedyś ciekawą rozmowę z panią Motławską, dyrektor Ośrodka Informacji Turystycznej. Zapytałem, o jakie miejsca noclegowe pytają turyści. A pani dyrektor na to: "O Gdańsk".

Orłowski: Pomysł dobry, ale pojawia się pytanie, gdzie mamy to wszystko robić? Nie mamy za mało hoteli? Nie brakuje nam sal na wielkie konferencje?
Łopaciński: Mamy aulę UMK, która mieści 900 osób, miejski obiekt Park mieszczący 600 osób, hotel Filmar - 500 osób, duża sala hotelu Mercure - 350 osób. Miejsca na konferencje są. Jeśli organizatorom będzie zależało na szczególnych salach, jest Dwór Artusa, Ratusz Staromiejski, dwa teatry. Co do hoteli, to są dwa duże: Mercure i Filmar oraz całe zaplecze małych. Kto powiedział, że wszyscy uczestnicy konferencji mają spać w jednym miejscu? Mnie organizatorzy mówią: OK, część osób u pana, ale z 50 chcemy położyć w jakichś klimatycznych wnętrzach.

Orłowski: Skoro mamy takie świetne warunki, to dlaczego tych konferencji jest tak mało?
Andrzej Szmak: Jeśli chodzi o bardzo duże konferencje, problemem jest tak zwane wąskie gardło. Takie imprezy mają to do siebie, że muszą się plenarnie zaczynać i plenarnie kończyć. Jest potrzebne jedno duże miejsce do tego celu. Takiego reprezentacyjnego miejsca jeszcze nie mamy. To nie znaczy, że jest jakaś tragedia, bo konferencje małe czy średnie - jeśli ich będzie sporo - też przyniosą duże profity. Jeśli chodzi o hotele, to wcale nie wszyscy chcą być zakwaterowani w takich samych warunkach. Szuka się rzeczy unikalnych. Za moment doczekamy się hotelu w dawnych Koszarach Racławickich. Na miejscu hotelu Kosmos powstaną kolejne dwa. Z czasem dojdzie do budowy dużej sali widowiskowo-konferencyjnej. Nie przesadzajmy też z tą turystyką jednodniową. We Francji i Włoszech jest masa miast, które żyją z turystów kilkugodzinnych. Rzecz w tym, ile ci goście są w stanie zostawić pieniędzy. Wiadomo, że jeśli zrobimy konferencję chirurgów plastyków i przyjedzie na nią 300 osób, to pan dyrektor może z pewnością wyliczyć, ile wycieczek szkolnych musiałoby się przewinąć przez Toruń, żeby to przyniosło takie same pieniądze.

Konferencje to nie tylko sala do wykładów
Waloch: Mariusz, nie zgodzę się, że konferencji jest mało. Obserwuję, co się dzieje na niwie spotkań medycznych i okazuje się, że takich konferencji jest coraz więcej. Była konferencja kardiologiczna organizowana przez lekarzy ze Szpitala Dziecięcego, jest duży zjazd stomatologów. Wydaje mi się, że Toruń w pewien naturalny sposób zaczął zamieniać się w centrum konferencyjne. Teraz jest kwestia rozwinięcia tego potencjału.
Łopaciński: Bardzo się cieszę, że pani tak mówi. Rzeczywiście, jest u nas sporo spotkań. Tylko we wrześniu odbyło się blisko 300 konferencji, z czego cztery można zaliczyć do konferencji najwyższej polskiej rangi. Na przykład zjazd Polskiego Towarzystwa Chemicznego organizowany przez pana profesora Buszewskiego z UMK. Tam uczestniczyło 1100 osób. Uczestnicy trzydniowej konferencji spali w Mercure, Filmarze i sześciu innych hotelach. Byli w Muzeum Piernika, w teatrze, planetarium. Zostawili potężne pieniądze. Wśród gości był noblista, prezes Polskiego Towarzystwa Nauk i wiele innych osób. Była konferencja EUFAMI dla osób dotkniętych chorobami psychicznymi i ich rodzin. Uczestniczyło w niej 800 osób.

Waloch: Tak na marginesie, to jedna z najbardziej prestiżowych konferencji w Europie.
Łopaciński: Była też konferencja Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego z 600 uczestnikami i wreszcie Konferencja TZMO. To w sumie cztery tysiące osób, które przyjechały do Torunia na parę dni. Mamy wspaniałe tło. Co ma do zaoferowania inne miasto, które nie ma starówki wpisanej na listę UNESCO, nie kandyduje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, nie ma takich zabytków gotyckich? Konferencje to nie tylko sala do wykładów i nocleg. Organizatorzy pytają przede wszystkim, co robić po wykładach? W sali konferencyjnej można dać ładną wykładzinę, klimatyzację, kanapki, dobrze przygotowaną przerwę kawową. Ale potrzeba czegoś więcej. I Toruń to ma. Cieszę się z tytułu w "Gazecie", pod jakim ukazał się wywiad ze mną: "Toruń konferencyjnym pępkiem Europy". W pełni w to wierzę.

Możemy przeskoczyć o trzy klasy do przodu
Orłowski: No dobrze, kończy się konferencja, kanapki zjedzone. Co oferujemy gościom?
Łopaciński: Wśród firm, które chcą współpracować z Convention Bureau jest na przykład planetarium. To tam chodzą uczestnicy. Niedawno zadzwonił do mnie pan Lisowski, dyrektor Baja Pomorskiego, i powiedział: "Chcę być w Convention ". Dlaczego? Dlatego, że aktorzy Baja już kilka razy byli wynajmowani przez Filmar na spotkania i robili do nich oprawę. Jest Muzeum Piernika - świetne miejsce do integracji 50 osób, które mogą się przenieść w historyczne czasy. Jest Fort IV dla młodszych. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność.

Waloch: Pan tak uderzył z górnego C, ale chcę przypomnieć o atucie miasta, jakim jest ogromna ilość knajp. Dlaczego szkolenia biznesowe robi się na wyjeździe? Przecież można by je robić tam, gdzie jest firma. Chodzi o oderwanie się od rutyny. I to w toruńskich lokalach można świetnie zrealizować.
Szmak: Liczy się to, co wynika z badań ruchu turystycznego: klimat. A u nas jest on niepowtarzalny, sprzyjający refleksji i wypoczynkowi. Mamy tendencję do operowania sloganami, na przykład, że turystyka jest filarem rozwoju. Tylko, że jak się zajrzy głębiej, to w tych hasłach nie ma konkretów. Projekty, to co oferuje miasto, trzeba animować pod odpowiednim kątem. Toruń może przeskoczyć o trzy klasy do przodu. Jest jeszcze jedna optymistyczna rzecz. Przy okazji tworzenia biura kongresowego udało się wciągnąć uniwersytet. My, Urząd Miasta, od kilku lat - z tego wynika, że w sposób nieumiejętny albo niekonsekwentny - próbowaliśmy się dogadać z UMK w sprawie stworzenia centrum konferencyjnego. Wychodziliśmy z założenia, że UMK to główny dostawca takich imprez, a miasto tak czy owak musi w tym uczestniczyć. Te rozmowy do niczego nie doprowadziły. Mieliśmy natomiast ból głowy i kołatanie serca, kiedy przychodzili do nas młodzi naukowcy. Ich szefowie - profesorowie - przygotowywali bardzo prestiżowe konferencje merytorycznie, a im zlecali całą resztę. Ci młodzi ludzie przychodzili z jakimiś księżycowymi kosztorysami i oczekiwaniami wsparcia. Pytaliśmy: Ile to ma kosztować? Odpowiadali na przykład, że 300 tys. To my znów: A jakiego wsparcia oczekujecie od miasta? No, 60 tys. Więc myśmy brali kosztorys i skreślali pozycja po pozycji te zawyżone koszty. Potem mówiliśmy: To już zaoszczędził pan 100 tys., więc już nie musimy wam dawać. Wskazywaliśmy po prostu, jak należy konferencję zorganizować, żeby była w oczekiwanym standardzie, ale nie taka droga. To robiliśmy my, którzy się na tym nie znamy. A co dopiero będzie, kiedy pojawi się wyspecjalizowany podmiot, taki jak Convention . Przecież to sprawa negocjowania cen, rabatów, reklam.

Łopaciński: Ośrodek Informacji Turystycznej przeprowadził ankietę i stwierdził, że w 2006 r. do Torunia przyjechało około półtora miliona turystów. Wydaje mi się, że nadszedł moment na decyzję, czy chcemy walczyć o powiększanie tej liczby w nieskończoność i - odpukać - iść drogą Krakowa, który ma problem z pijanymi Anglikami, czy też - mając już renomę miasta turystycznego - przystąpić do segmentacji. Zastanówmy się, czy nie lepiej skierować działania na pewne grupy osób. Chcę jeszcze powiedzieć coś o mitach, które pokutują. Z czym się państwu kojarzy niemiecki turysta?

Waloch: Mnie z bogatym emerytem na wycieczce.
Szmak: Z aparatem fotograficznym, kupujący najtańsze pierniki w sklepie "Kopernika".

Łopaciński: I tu się mylimy. Ostatnie badania Instytutu Turystyki i GUS-u pokazują, że 35 proc. Niemców przyjeżdża do nas w interesach. Drugą grupą są turyści wypoczynkowi - 27 proc. Po prostu niemieckie firmy organizują u nas szkolenia, bo w Polsce jest taniej. To trzeba wykorzystać. Convention chce pojechać na IMEX, największe targi konferencyjne, które odbędą się w kwietniu we Frankfurcie. Koszt stoiska i pobytu to około 40 tys. zł, ale chcemy tam być. Jeszcze nie wiem jak. Postaramy się wygrać dziką kartę. Walczy o nią około 150 nowych biur Convention spośród trzech i pół tysiąca wystawców. Jesteśmy na dobrej drodze.

Opcja konferencyjna jest słuszna
Orłowski: Czy wiemy, jaką grupę turystów chcemy przyjąć? Czy chcemy iść na przykład na takie szaleństwo jak Pampeluna, dokąd na święto Saint Fermin zjeżdżają dwa miliony osób, co powoduje, że mieszkańcy na ten czas uciekają z miasta?
Szmak: Nie możemy być Pampeluną, bo to, co się dzieje podczas gonitw byków, jest w Toruniu niemożliwe. Ekolodzy by się nam pewnie przykuli do Ratusza. Z pewną ostrożnością powiem, że krystalizuje się nam pogląd, kogo byśmy chcieli ściągać, jak ten turysta ma wyglądać. Na pewno nie model krakowski: piwo i śledź za funta. Pojemność półtora miliona turystów rocznie to jeszcze nie jest optimum. To, myślę, jest gdzieś na wysokości dwóch, dwóch i pół miliona osób, żebyśmy nie zgubili klimatu, kontaktu z tkanką Starówki. Na pewno opcja konferencyjna jest słuszna. Miasto nie jest do takiej turystyki ani za małe, ani za duże. Brakuje nam jeszcze kilku wydarzeń w sezonie, które byłyby markami miasta, na które specjalnie ludzie by przyjeżdżali. Zawsze pojawia się odwołanie do Camerimage. W moim przekonaniu Toruń nie był przygotowany na takie imprezy.

Orłowski: Ale uczestnicy nie przyjeżdżają na festiwale.
Szmak: Chodzi o to, żeby różne płaszczyzny ze sobą korespondowały. Uczestnicy konferencji powinni mieć ofertę ogólną i ofertę szczegółową. Chodzi o to, żeby mogli przy okazji zahaczyć o jakąś imprezę.

Łopaciński: Turystyka biznesowa to na przykład turystyka korporacyjna, polegająca na tym, że firma wysyła swoich najlepszych pracowników lub najlepszych klientów w miejsce, które jest modne, gdzie odbywa się jakieś wydarzenie: mecz, skoki Małysza lub festiwal. Jeśli będziemy mieli wydarzenia, to będziemy też rozwijać ten właśnie drugi element turystyki biznesowej.

Szmak: Możemy porozmawiać o problemach?

Waloch: Za moment, bo chcę jeszcze wrócić do wątku uniwersyteckiego. Na jakim etapie są uzgodnienia Convention z UMK? To przecież naukowe konferencje dają prestiż.
Łopaciński: A propos prestiżu to biuro ma wsparcie Urzędu Marszałkowskiego i prezydenta Torunia, co nas bardzo cieszy. Sprawy UMK leżą mi na sercu. We wtorek miałem spotkanie z dziekanem wydziału biologii i nauk o Ziemi panem Kopcewiczem, który wysłuchał, co chcemy robić. Na środowej konferencji biura też byli przedstawiciele uczelni. Od początku w Convention działa Fundacja UMK z panem Wadowskim na czele. I wreszcie pierwszym ambasadorem polskich kongresów jest pan prof. Buszewski. Ten znakomity tytuł uzyskał w listopadzie na wniosek toruńskiego Convention . Znalazł się na liście najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich naukowców. Uzyskał przez to wsparcie Polskiej Organizacji Turystycznej, które będzie polegało na dostarczaniu materiałów i - być może - na dofinansowywaniu.

Brakuje nam przyzwoitego lotniska
Szmak: To ja najpierw pociągnę wątek profesora Buszewskiego, a potem przejdę do problemów. Profesor mianowicie jest zaprzyjaźniony z mężem pani kanclerz Angeli Merkel. Pani Merkel reprezentuje kraj wchodzący w skład Trójkąta Weimarskiego, Trójkąt Weimarski w przyszłym roku ma się odbyć w Polsce. W latach 80. pani Merkel, jako młody naukowiec, była kilkakrotnie w Bachotku na seminariach. Złożyliśmy ofertę w kancelarii prezydenta, że Toruń chętnie powita gości Trójkąta Weimarskiego. Może to nie jest tylko fantazja. Ale schodząc na ziemię muszę powiedzieć o największym problemie, który może nam podciąć skrzydła w ekspansji. To brak przyzwoitego lotniska w Bydgoszczy. Ten port jest tragicznie rachityczny i tragicznie zarządzany. A taka ikona jest nam potrzebna do wchodzenia na wyższy pułap. Kilka razy szefowie zagranicznych firm, które mają filie w Toruniu mówili, że ich centrala chętnie zrobiłaby u nas spotkanie menedżerów z całej Europy. Jak się dowiadywali, że porządne lotnisko jest w Warszawie, to dziękowali bardzo. Lotnisko musi być maksimum w zasięgu stu kilometrów. To zadanie dla nas, też dla marszałka, żeby port w Bydgoszczy nakręcał koniunkturę, a nie ją spowalniał.

Łopaciński: Powiedzmy coś pozytywnego. W środę na konferencji podpisaliśmy list intencyjny, takie czterostronne porozumienie Urzędu Marszałkowskiego, Convention bydgoskiego i toruńskiego oraz właśnie lotniska. Oczywiście to nie pociąga prawnych zobowiązań, ale jest płaszczyzną do dalszej pracy.

Waloch: Ustaliliśmy już, że Toruń jest najlepszym na świecie miejscem na konferencje. Jak teraz tę markę wypromujemy?
Łopaciński: Mamy katalog toruńskiego Convention . Rok temu nie było nic. Organizator konferencji musiał dzwonić do każdego z osobna: do hoteli, instytucji posiadających sale, musiał szukać w internecie atrakcji turystycznych. Teraz ma to w katalogu, chociaż na razie trzystronicowym. Mamy raczkującą jeszcze stronę internetową.

Waloch: Powiedzmy też, że w przyszłorocznym, jeszcze nieuchwalonym, budżecie miasta dla biura zapisanych jest 100 tys. zł.
Szmak:: Tak. Tę pozycję wpisał prezydent.

Łopaciński: Teraz wszystko w rękach radnych.

Szmak: Tu jest pewien problem formalny. Z naszych obserwacji większość takich biur działa w strukturach miejskich. U nas Convention wpisuje się raczej w strukturę Lokalnej Organizacji Turystycznej. Musimy sprawdzić, jak to ma pracować, żeby przepływ pieniędzy był czytelny. Pan dyrektor pewnie powie, że 100 tys. to skromne wiano, ale myślę, że na początek wystarczy. Potem będziemy obserwować, jak to się wszystko rozwija. Myślę, że zrobiliśmy ważny krok.

Łopaciński: Motorem każdej inicjatywy są ludzie. Przecież Leo Beenhakker nie znalazł nowych piłkarzy, tylko poszukał w zawodnikach nowych pokładów. U nas inicjatywa idzie od branży turystycznej. Mamy szereg pomysłów na promocję. Obecność na targach, konferencje, program ambasadorów polskich kongresów, który nie musi się skończyć na profesorze Buszewskim.

ROZMAWIALI NATALIA WALOCH, GAZETA WYBORCZA I MARIUSZ ORŁOWSKI TELEWIZJA KABLOWA

Ostry dyżur
Program można obejrzeć na antenie Telewizji Kablowej Toruń w piątek o godz. 17.05 i 20.20. Powtórka w sobotę o 10.20 i 18.05.

[Podpis pod fot.]

Coraz częściej firmy wysyłają swoich najlepszych pracowników lub klientów w miejsca, gdzie odbywają się jakieś wydarzenia. Jeśli je zaoferujemy, turystyka biznesowa w Toruniu będzie się rozwijała z powodzeniem. Na zdjęciu pokaz tancerzy ognia podczas toruńskiej inauguracji Europejskich Dni Dziedzictwa, wrzesień 2007

BYT



| Doświadczenie | Referencje | Publikacje | Oferta | Kontakt | English | Podróże
Copyright © 2009 Studio Reklamy ADGRAPE.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wojciech Łopaciński - doradztwo hotelowe.